Chwilami się zastanawiam dlaczego wszystko musi być takie beznadziejne. Dlaczego nie może być normalnie? Dlaczego ciągle trzeba się zmagać z tymi cholernymi problemami? I dlaczego, do ciężkiej cholery, życie, to czasem największy koszmar jaki może się przytrafić?
Nie, ja wcale nie jestem panikarą, i wcale się nad sobą nie użalam. Czasami poprostu nie mam siły na dalszą walkę. Ten rok zaczął się koszmarnie. Przez chwilę nawet się wydawało, że będzie dobrze, ale wcale nie jest. Jest źle. Wiem, doskonale wiem, że kiedyś musi być lepiej, tylko nie wiem w jakim stanie dotrwam do tego ‘kiedyś’, patrząc na to jak czuję się z tym wszystkim w obecnej chwili. Jest mi smutno, jestem rozgoryczona, rozczarowana , bez jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa. Właśnie przeżywam kryzys.
Chyba wszystko zaczęło się w grudniu zeszłego roku. W pracy, po tym jak odeszła moja menadzerka. W domu, kiedy przyjechała panna Ż. Do tamtego czasu wszystko było w porządku. Byłam szczęśliwa i jedyny lęk jaki odczuwałam, to przed tym, że kiedyś się to szczęście skończy. Cóż za ironia...
W domu panna Ż. zaczęła kraść, w pracy nowa menadzerka również. Biorąc pod uwagę, że jestem naprawdę uczciwą osobą, zaczęła mnie powoli brać kurwica. Nie mogłam tego przeżyć i zrozumieć, co kieruje ludzmi, że muszą robić takie rzeczy. No co? Po wnikliwym zastanawianiu się nad tym aspektem ludzkiej natury, ciągle nie doszłam do żadnych racjonalnych wniosków, które mogłam bym sobie przyswoić. Może po prostu jestem ograniczona ;/
Tak więc panna Ż. kradła przez cały grudzień, dodatkowo wiecznie kłócąc się ze swoim chłopakiem. Nie było dnia bez trzaskania drzwiami, płaczu i wyzwisk. Czułam się we własnym domu jak intruz. Przyszła Wigilia i miałam ochotę wszystkich pozabijać. To były najgorsze święta w moim życiu. Po tym jak się wszyscy schlali jak świnie, na czele z moim Maciejem oczywiście, dziwne, że nie doszło do orgii. W Zasadzie wiele nie brakowało. Panna Ż. Usilnie starała się do tego doprowadzić, a jej chłopak skrzętnie ją do tego zachęcał, pstrykając fotki, których nie omieszkał mi na drugi dzień pokazać. Z szerokim uśmiechem na twarzy, żeby nie było. Nie wiem czy był zbyt ograniczony, zbyt głupi, że go bawiły takie rzeczy? Po pierwszym zdjęciu jakie zobaczyłam, ogarnęła mnie furia. Heh musiałam wyglądać zjawiskowo kiedy oczy rozszerzymi mi się z szoku, a cała krew odpłynęła z twarzy. Nie wiem jakim sposobem znalazłam w sobie siłę, żeby się uśmiechnąć. (w kwesti zdjęć: głównymi bohaterami byli Maciej i panna Ż. W niecodziennych pozach... Maciej był tak pijany, że tego nie pamięta. Za to ona pamiętała doskonale. Wybaczcie, ale nie jestem nawet w stanie tego opisać, bo mnie znów zaczynają ogarniać raczej mało pozytywne odczucia...)
Sylwester. Wiedziałam, że to nie jest najlepiej kiedy w Sylwestra się płacze. Mówią, że jaki Sylwek taki później cały rok i może jest w tym jakieś ziarno prawdy. Nie powinnam płakać, ale to było silniejsze ode mnie. Wtedy mało mnie obchodziła panna Ż., to co spowodowało we mnie tę burzę, to zaręczyny moich przyjaciół. To co było i jest moim marzeniem, to posiadanie rodziny. Mąż, dzieci, dom, takie tam głupie sprawy... W ostatnim czasie raczej desperacko do tego dążyłam. Dobrze wiedziałam, że Maciej nie chce żadnych ślubów. Wiedziałam też dlaczego. Znam jego lęk i go rozumiem. On boi się tego, że może go spotkać to samo co jego rodziców. Rozwód i wrogość. Wiem, że ten rozwód go boli do tej pory i wiem, że przez to jest skrzywiony emocjonalnie. Jego rodzice sobie nawet nie zdają sprawy jaką mu to wyrządziło krzywdę, bo zawsze robił dobrą minę do złej gry. Myśleli, że rozumiał, ale przecież on był wtedy tylko małym dzieckiem, które oni traktowali jak dorosłego. Może chciał rozumieć, ale nie rozumiał i bolało go to. Wciąż kiedy przez przypadek wejdziemy na temat tamtych czasów, słychać w jego głosie jakiś ból. Rozżalenie? W każdym bądź razie jest przez to skrzywiony. Wtedy kiedy Magda i Grześ się zaręczyli, spytałam go z nadzieją: A kiedy Ty mi się oświadczysz? Wiedziałam, że nie powinam o to pytać. Wiedziałam, że odpowiedź mi się nie spodoba. Czy muszę mówić, że miałam rację? Odpowiedział mi prychając: Czy Ty uważasz, że ja bym się oświadczył komukolwiek? Zabolało. Potem długo beczałam w łózku, aż usnęłam ze zmęczenia. Z bólem głowy. On czasami potrafi być tak bardzo okrutny...
W tym samym tygodniu urządziłam wielką awanturę pannie Ż. I jej chłopakowi. Kazałam im się wynosić. Wyprowadzili się w marcu. Znaczy on się wyprowadził, ona wróciła do kraju. Chociaż jeden problem z głowy. Cały czas pozostawała kwestia mojej menadzerki. Prawdziwa wojna pomiędzy nią, a Maćkiem i mną zaczęła się w lutym. Oświadczyła mi wtedy, że mnie nie lubi i nie chce ze mną pracować. Robiła wszystko przeciwko nam. Wszystko, żeby tylko nas wyprowadzić z równowagi. Zmieniała nam godziny pracy, beż informowania nas o tym, karała nas za byle głupoty, które tak naprawdę nigdy się nie liczyły. Obcinała nam godziny, była złośliwa i opryskliwa. Czekała aż popełnimi jakiś większy błąd. Doczekała się. To był koniec kwietnia. Maciej był dość nierozważny, a może to poprostu jego zwyczajowe poczucie obowiązku. Było by lepiej, kiedy by po prostu wszystko olał, tak jak robili to wszyscy. Powtarzałam mu to chyba z tysiąc razy, żeby nie robił więcej niż musi, bo to nie przyniesie mu nic dobrego. Czy muszę pisać, że miałam rację?
To był dzień, kiedy w wypadku losowym został sam na sklepie. Ze stertą nie gotowych ubrań z poprzedniego dnia. W poczuciu cholernego obowiązku, postanowił uruchomić maszynę chemiczną i czyścić ubrania, żeby zaoszczędzić nam niezadowolonych klientów i ich zażaleń. Uruchomienie tej maszyny było naruszeniem zasad bezpieczeństwa. Nie powinno się jej używać kiedy jest się samemu, bo to teoretycznie niebezpieczne. Został na tym ‘
To był 4 maj. Nie pomogło pisanie odwołań i zażaleń na menadzerkę. No cóż, są równi i równiejsi, a prawo działa tylko na korzyśc niektórych...
W między czasie, załatwialiśmy szkołe dla Tymka. Przyjeżdza w lipcu i ma zostać z nami. To mnie napełniało otuchą, ale i przerażeniem. Chociaż wtedy mniejszym niż teraz.
Maciej szukał pracy. Chciał dostać coś dobrego, żebym ja nie musiała tyle pracować, żebym mogła być z dzieckiem w domu. Do tego czasu jakoś się wspieraliśmy i wydawało mi się, że damy sobie radę, że wszystko będzie dobrze... Ale nie jest. Minęły prawie dwa miesiące odkąd on nie ma pracy, a czasu do przyjazdu Tymka jest coraz mniej. Zrobiłam się nerwowa. Raczej nie jest to dziwne w tym przypadku.
Życie cuchnie, a ja mam go serdecznie dość. Dość tej sytuacji. To jest okropne. Jestem wściekła.
Stałam dzisiaj pod prysznicem i płakałam, powtarzając jak mantrę słowa ‘to się nie uda, to się nie może udać...’, a później śmiałam się histerycznie. Jak to żałośnie musiało wyglądać, Jakie to BYŁO żałosne. Ja, taka silna, zawsze dająca sobie ze wszystkim radę, ja taka ambitna i pomysłowa, potrafiąca znaleźć wyjście z każdej sytuacji, stałam tam w tej wannie, ociekając własnymi lzami i gorącą wodą, użalając się nad sobą. Byłam przerażona. Jestem przerażona.
Przeraża mnie to, że nie będziemy mieli pieniędzy, że nie będę miała co dać dziecku do jedzenia. Nie wiem kiedy Maciej znajdzie jakąkolwiek pracę. Dlaczego on nie jest ambitny? A może ambicje już mu przeszły. Może nie potrafi się wziąźć za siebie, a ja nie potrafię z nim na ten temat rozmawiać. Gdzieś zniknęło porozumienie i poczucie bezpieczeństwa jakie mi kiedyś dawał. Nie ma. Rozprysnęło się jak mydlana bańka.
Ostatnie co sprawiło, że poczułam się jak kiedyś, to to, że powiedział mi, że mnie kocha. Tak, wiem, że to raczej trywialny powód do czucia się szczęśliwą i zapewne nie wiele by to dla mnie znaczyło, gdyby to powiedział ktoś inny. Jednak to był on. Człowiek, który nie mówi o swoich uczuciach. Nigdy. I wiem przy tym wszystkim, że był szczery. Czepiam się tej myśli jak liny, która może mi pomóc wyjść z bagna. Bo jeśli się kochamy, to musimy dać radę, prawda? W książkach miłość i przyjaźń pokonują wszystko, dlaczego to się ma nie zdarzyć w życiu. Należy mi się szczęście, bo niby dlaczego nie?
Tak, wiem, że jestem wyjątko naiwna. Ludzie myślą, że ja nie widzę tych prawdziwych rzeczy, że mamię sobie oczy, że jestem ślepa, ale to nie prawda. Widzę to wszystko bardzo dokładnie, ale boję się przyznać rację innym, bo to tak jakby już później nie było nadzieji. Nie dało by się już naprawić nic. Chociaż nie wiem, czy będzie coś do naprawiania jak w końcu wybuchnę i wykrzyczę mu wszystko co o tej chorej sytuacji sądzę. Myślę, że od razu mogłabym się spakować. Później nie potrafiłabym mu spojrzeć w twarz, po tym co bym mu powiedziała. Też bywam okrutna...
Gdyby on chociaż wykazał odrobinę inicjatywy... a tak mam wrażenie, że mu kompletnie nie zależy i zastanawiam się dlaczego? Nie będę go pytać. On nigdy mi nie odpowie. A ja ciągle zastanawiam się co powinnam zrobić. O zgrozo, wyjątkowo nie mam żadnych błyskotliwych pomysłów.
Boję się.
Nienawidzę się czuć niepewnie. Muszę jeszcze trochę wytrzymać. Może jeszcze ze dwa miesiące, najwyżej trzy, a później, chyba będę musiała podjąc decyzję co do dalszego życia. Nie wiem, może wrócę do kraju, chociaż nie bardzo tego chcę. Nie mam pomysłu jak to dalej ułożyć. Może nie powinnam się nad tym zastanawiać, tylko pozwolić rzeczom biec swoimi ścieżkami. Może to jest najlepsze wyjście? Poprostu się uspokoić, powiedzieć, że będzie kiedyś w końcu dobrze, musi być i żyć normalnie czekając na lepsze? Nerwy nie wiele mi pomogą...
W każdym bądź razie teraz, po napisaniu tego, czuję się trochę lepiej. Najlepiej by mi było gdybym mogła porozmawiać na żywo z przyjacielem, ale nie mam takiej możliwości, niestety. Czułabym się wtedy zdecydowanie lepiej, ale cóż... Teraz jest dobrze, życie ciągle jest beznadziejne, ale już mi lepiej. I nawet jestem zdolna temu życiu wybaczyć.







--
I`m runing away.I made up my mind now.Don`t worry U gonna be alraigh.But Cinderella has to go...
[B.S]
--
MY GALLERY © [link]
Hitomii: Sabrina E Hackett Photography
Nature and Macro Photographer
My Most Popular Work - [link]
I believe in a Watch for a Watch
Dzięki za komenty, favy i mase innych rzeczy
Łoczuję. Katty Blake (ja).
--
It is the first step that is troublesome.
Sentence on a candy.
Miło, że zajrzałaś, mam nadzieję widzieć Cię częściej
Thank you so much for the
I'm so glad you like it!
--
If you like cross-stitch then you must join the *stitchingpirates Club!
--
I can't live in a world without the dragons
Previous Page12Next Page